Przejdź do treści

Jestem taki jakiego ja/moje otocznie chce

Nie tak dawno przeczytałem artykuł o eksperymencie przeprowadzonym w kilku szkołach. Oczywiście przeprowadzali go ci słynni amerykańscy badacze 😉

Ów eksperyment polegał on na tym, że na początku roku szkolnego nauczyciele uczący pierwszy raz daną klasę otrzymali informacje, że wśród ich klasy kilku wskazanych im uczniów wykazuje wybitne umiejętności z przedmiotów, którymi ci nauczyciele się zajmowali. W związku z tym zostali oni poproszeni, aby rozwijać umiejętności uczniów poprzez dodatkowe prace wykraczające poza program. Ważne też było, aby z wyjątkiem tych dodatkowych prac, traktować ich tak jak pozostałych i w niczym ich nie wyróżniać na tle klasy. Kiedy skończył się rok szkolny wszyscy ze wskazanych uczniów zakończyli go z bardzo dobrymi ocenami, a część z nich faktycznie rozwinęła się ponad obowiązujący program.

Nie było by w tym pewnie nic dziwnego, gdyby nie to, iż owi uczniowie wcale nie byli jakoś ponad przeciętnie uzdolnieni, a wręcz część z nich uchodziła za mało inteligentne dzieci.

Co takiego się stało, że objęte eksperymentem dzieci otrzymały tak dobre wyniki?

Odpowiedzi mogą być dwie, albo dowartościowane uwierzyły we własne możliwości albo etykieta słabego ucznia, być może niesprawiedliwie przyczepiona, tak mocno im ciążyła, iż te dzieci uwierzyły w to, że nie są w stanie być dobre w tych przedmiotach.

Pisząc o tym przypomina mi się moja szkoła średnia, gdzie na lekcji języka polskiego w pierwszym miesiącu nauczycielka dokonała swoistej selekcji uczniów, dzieląc nas na trzy grupy. Pierwsza to Ci co z zasady nie umieją i nic nie rozumieją, drudzy to Ci co umieją i szybko przyswajają wiedzę oraz pozostali. Do pierwszej grupy, na ich nieszczęście trafili też uczniowie, którzy spokojnie poradzili by sobie w grupie przeciętnej, a nawet mogli by się w tej grupie wyróżniać ale przez jakiś jeden czy dwa błędy na początku zostali przez panią nauczyciel naznaczeni, dostali etykietę słabego ucznia i z nią dotrwali do samej matury.

Powyższe przykłady pokazują tylko jak wielką moc mają wypowiedziane słowa, które w połączeniu z uwierzeniem w ich sens czy znaczenie, mogą kształtować nasze życie ale też i cudze.

Tak, tak, wypowiadane przez nas słowa mogą mieć często nie oczekiwane przez nas skutki. Czasem są one pozytywne ale jednak częściej mają one negatywny wydźwięk, dlatego czasem warto się zastanowić, nie nad tym co chcemy komuś powiedzieć ale nad tym jaki efekt chcemy osiągnąć. Być może wtedy nie będziemy naszym bliskim podcinać skrzydeł tylko nauczymy się tak dobierać słowa, aby przede wszystkim były wsparciem.

Słowa mają wielką moc, a zbyt rzadko zastanawiamy się nad ich doborem nie tylko w stosunku do innych, ale też do siebie samych. Często jesteśmy wobec siebie krytyczni, prawie w ogóle się nie chwalimy, a kto o nas wie najwięcej niż my sami?

Nikt tak nas nie doceni jak my sami i jeśli będziemy sobie powtarzać, że nie nadajemy się do „czegoś” to za jakiś czas się ziści samospełniająca się przepowiednia i dopadnie nas efekt pigmaliona, który został udowodniony w opisywanym przeze mnie eksperymencie.

Nie można przecież za każdym razem jak się wsiada do samochodu myśleć o tym, że może przytrafić się nam jakiś wypadek, bo w końcu za którymś razem podświadomie sprowokujemy sytuację, w której możemy ulec wypadkowi.

Zastanawiające jest jeszcze to, że w przypadku negatywnych odczuć lubimy wyolbrzymiać, podbijając słownie te negatywne emocje, choćby jak w takiej zwykłej, codziennej rozmowie:

– hej, cześć co u Ciebie słychać

– a daj spokój… Maskara!!! Rano znowu nie wypiłem kawy…

Czy Wam też jak przeczytaliście słowo masakra przeszły po plecach ciarki, czekając w dalszej części na jakieś dramatyczne zakończenie tego dialogu? Po czym jednak okazało się w drugie części wypowiedzi, że właściwie to nic takiego się nie stało.

A w przypadku pozytywnych sytuacji, czemu bardzo często umniejszamy wartość swojego sukcesu i obniżamy te pozytywne emocje choćby tak jak w poniższym dialogu?:

– cześć słyszałem, że dostałeś prace w tej międzynarodowej firmie, gdzie na Twoje miejsce było kilkaset osób, Stary, wow!! Gratulacje!!

– no tak. jakoś tak mi się udało…

ale to już chyba temat do kolejnego wpisu na moim Blogu…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Marcin Łaptos

Marcin Łaptos

Odpowiem najszybciej jak to możliwe

I will be back soon

Marcin Łaptos
Cześć 👋
W czym mogę Ci dziś pomóc?
Messenger